Z sanatorium wrócił tata. To oznacza, że wrócił laptop. To z kolei znaczy, że mam całodobowy dostęp do Internetu. Wracam więc Ja. I wracają artykuły. Chyba, że… nie będzie mi się chciało pisać… Ale śmierci tego bloga nie doczekacie się tak prędko – ja się nie poddaję XDD
Dzisiaj recenzja, na którą czekać przyszło prawie miesiąc. Za to przepraszam wszystkich, którzy jej wyczekiwali. Nie pojawiała się z różnych powodów… Nie rozpatrujmy jednak przeszłości.
Tematem artykułu jest recenzja pierwszego tomu „Pendragona” D. J. MacHale’a. Dobry przykład na to, jak można mieć Pomysł, ale nie wiedzieć jak go przekazać czytelnikowi.

~Najnowsze komentarze~