Kiedy musiałam zostawić grę w World of Warcraft, ponieważ tata, na którego laptopie gram w gry MMORPG, stwierdził, iż 15 GB to zdecydowanie za dużo zajętego miejsca, zaczęła się znowu moja tułaczka od tytułu do tytułu świata gier f2p (free to play). Jak na razie jeszcze nie znalazłam swojego miejsca, gdyż WoW zdecydowanie podwyższa standardy. Z drugiej strony dobrze jest wiedzieć, czego się od gry wymaga. Wszystkie tytuły, jakie mamy teraz na rynku mają plusy i minusy, a jednocześnie to, co dla jednego może być wadą, innemu się podoba. To dlatego co roku otwierane są nowe światy dla poszukiwaczy ideału. A ja chciałabym przedstawić czytelnikom mój ideał gry MMORPG.


- Nie wymaga wkładu prawdziwych pieniędzy. Obecnie mamy do wyboru gry, które wymagają miesięcznego abonamentu albo te, w które można grać za darmo, ale posiadają cash shop ułatwiający grę. Niejednokrotnie to, co wydaje nam się darmowe okazuje się kosztować nas więcej niż abonament. Niektóre gry f2p okazują się bowiem p2w (pay to win). Co prawda grać można za darmo, ale płacący mają przewagę w pvp (walkach między graczami), ponieważ cash shop sprzedaje ulepszone zbroje i broń, ułatwiające grę potki albo jeszcze inne tałatajstwo. Skrajnym przypadkiem są już mounty (zwierzęta, na których nasza postać jeździ) dostępne jedynie za prawdziwe pieniądze. Osobiście się z czymś takim nie spotkałam, bo gry, które debalansuje cash shop omijam szerokim łukiem. Z wyjątkiem tych, w których rzeczy z cash shopu można kupić za pieniądze w grze na ah, bo trochę pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziło
- Duży świat do zwiedzania. Ideałem w tej kategorii spośród granych przeze mnie gier jest WoW. Na każde 10 poziomów możemy sobie tam wybierać spośród kilku krain. To sprawia, że gra starczy na dłużej, jeżeli mielibyśmy ochotę levelować kolejną postać. Podziwianie krajobrazów jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy podczas gry w MMORPG.
- Leveling oparty na questach, grind zmniejszony do minimum. Kto z was kocha grindowanie, łapa do góry! Nie sądzę, by ktokolwiek się zgłosił, chyba, że dla jaj. Chociaż znam osoby, które nie lubią questów, nie oznacza to nigdy, że kochają grindowanie – i jest to jak najbardziej zdrowe podejście. Gra powinna oferować duży wachlarz możliwości zdobycia kolejnego levela: questy, instancje, exp za pvp. Zamiast grindować wolę sobie pójść na instę, czyszczenie dungeonu z ludźmi zawsze jest ciekawsze niż zabijanie ciągle tych samych stworów, nawet z grupą przyjaciół. Jednocześnie chciałabym tu zaznaczyć, że po części zgadzam się ze zdaniem tych, którzy uważają, że questy nie są nic lepsze. Obecnie mamy ich 4 kategorie: zabij x stworów, zabij ? stworów i przynieś y rzeczy, zanieś to do NPC A, albo porozmawiaj z NPC B. W granicach przyzwoitości wolę je jednak robić. Questy nie tylko dają nam dodatkowe nagrody, ale także odkrywają kolejne cząstki historii świata, który staramy się poznać. Przywołam jednak dwa skrajne przypadki. Obok siebie stoją dwa nocne elfy. Po zrobieniu questów u jednego, każe ci on poszukać jego przyjaciela takiego i takiego i powiedzieć mu to i to. Ku mojemu zaskoczeniu poszukiwany NPC to ten, który stoi właśnie obok :/ W realu na pewno by usłyszał, a tu wprowadzono tak skrajny brak realizmu. Drugi przypadek, pochodzący z Aiki Online już tak nie śmieszy. Wyobraźcie sobie, że otrzymujecie kilka questów na zabicie tych samych stworów, dajmy na to węży. Po zabiciu ok. 50 wracacie oddać questy cali szczęśliwi, że macie to już za sobą i idziecie zrobić jakiegoś przyjemniejszego questa. Oddajecie go do NPC, a on – ku waszej zgrozie – oferuje wam następne zadanie: macie zabić 40 węży… Kazanie graczowi zabić 40 czegoś to już jest zmuszanie go grindowania, które zresztą do niczego mi nie było potrzebne, bo quest był o trzy levele niższy niż poziom mojej postaci…
- Unikatowy świat, którego historia rozwija się w miarę, jak zdobywamy kolejne poziomy. Tyle jest teraz gier ze światem fantasy przypominającym wyprany kotlet. Osobiście omijam te oparte na klimacie dawnej Azji, ale również te, których historia mnie od razu nie wciągnęła. Dla mnie klimat danego świata MMORPG jest jedną z najważniejszych rzeczy, bo chcąc dowiedzieć się więcej, robię bez jęczenia wszystkie, nawet najnudniejsze questy. No, niezupełnie wszystkie. I tak, jestem jedną z tych osób, które starają się czytać wszystko, co mówią do nas NPC. Nie będę się tutaj rozwodzić, jaki świat uznaję za unikatowy, bo myślę, że wszyscy wiedzą, o co mi chodzi. Natomiast rozwijania się historii wraz z naszymi kolejnymi poziomami brakowało mi w WoWie. Świat po Warcrafcie 3 stanął w miejscu, w czasach niekończącej się wojny i według mnie tylko Kataklizm wprowadził jakiś postęp historii. Na tym polu Bizzard ma jeszcze dużo do dopracowania. To, czego brak w WoWie mamy w Aice i – choć nie jestem do końca pewna – wydaje mi się, że również w Allods. Obie mają ponadto ciekawy sposób przedstawiania historii, dzięki któremu mamy wrażenie, że jesteśmy dla tych światów bardzo ważni, potrzebni i dlatego spędzamy tam swój wolny czas. Coś takiego przeżywałam w WoWie tylko na wyspach startowych draenei i między innymi dlatego jest to moja ulubiona rasa. Wrażenie to opadło drastycznie po 20-tym levelu, gdyż draenei nie mają wiele do roboty w świecie przymierza i hordy. Wracając jednak do tematu przedstawienia historii, w Allods po wybraniu ligi lub imperium (tak Allods jest klonem WoWa, tak mnie to też irytuje, ale nie jestem zaślepiona, więc widzę, co jest zrobione lepiej, co gorzej) od razu rozpoczyna się akcja. Po stronie ligii znajdujemy się w zaatakowanej wieży i musimy z niej uciec, pomagając po drodze napotkanym NPC. Robi to nie małe wrażenie, bo teren cały czas się trzęsie, zadając nam drobne obrażenia. Po stronie imperium jesteśmy na pokładzie latającego statku podczas bitwy powietrznej. Natomiast w Aice rozmowa z NPC przebiega na zasadzie dialogu – zarówno NPC jak i nasza postać rozmawiają ze sobą, a my sobie to czytamy. W kolejnych krainach możemy też spotkać NPC z poprzednich – w ten sposób zapoznajemy się z kolejnymi bohaterami historii nie po to, by zaraz zostawić ich za sobą.
- Miła społeczność z minimalną ilością dzieci neo. O to właśnie najciężej w grach f2p. Kiedy już poczuję klimat MMORPG i zakocham się w jego historii zaczyna się dla mnie role playing. Nie wyrażam tego jednak zewnętrznie, zostawiam to sobie jako osobiste przeżycia. Jednakże całą przyjemność psują mi dzieci o idiotycznych nickach. Zaraz zastanawiam się, po co oni w ogóle w to grają, skoro nie dbają o zachowanie klimatu? Jedne z najbardziej idiotycznych, z którymi się spotkałam to Buahahaha, lolyo, GetPHOhuh, Happywhenikill albo opisujące klasę, którą dana osoba gra, np. Gunna2, Squishypally. Jest ich masa, a ja cieszę się, że udało mi się zapamiętać tego taka mało. Innym problemem dotyczącym społeczności się dzieci, które nie odróżniają pvp od pk (player killing). Bycie zabitą, kiedy nie ma mnie przy klawiaturze albo zginięcie po 1-shocie osobiście mi już nic nie robi. Po graniu w WoWa na serwerze pvp mam na to taką znieczulicę, że jedyne, co mnie zastanawia to to, co takie dzieci widzą w tym fajnego. To pytanie pozostanie dla mnie już na zawsze bez odpowiedzi.
- Jak najmniejsze wymagania sprzętowe przy zachowaniu ładnej grafiki. Ponieważ laptop jak to laptop (a wuj to wuj XD) nie jest urządzeniem przeznaczonym do grania w gry, wiele tytułów odpada automatycznie, gdy spojrzę na ich wymagania sprzętowe. Wytłumaczcie mi jednak, dlaczego WoW i Guild Wars, będące dla mnie na poziomie powyżej zadowalającym na moich sprzęcie, działają idealnie, a sztampowate gry z przesłodzoną, a jednocześnie niedopracowaną grafiką jak Fiesta, Iris czy Grand Fantasia już nie? To jest tak maksymalnie idiotyczne, że aż niewyobrażalne.
- Bogaty wybór instancji na każdy poziom. Nie przepadam specjalnie za PvP, za to kocham instancje
Tego najbardziej mi brakuje po zostawieniu WoWa. W Aice instancje są okropne, zobaczymy jak będzie w Allods
- Duży wybór klas oraz balans między nimi. Tego tłumaczyć chyba nie trzeba. Każda klasa powinna być w stanie wybrać inną w pvp, przy czym preferuję, żeby było to zależne od faktycznych umiejętności gracza.
- Brak dyskryminacji dziewczyn. O, teraz to się dopiero wygadam. Chłopacy mogą tego nie zauważać, ale dziewczyny są w grach MMORPG zjawiskiem albo dziwnym albo wręcz niepożądanym. Zaczyna się o tego, że fakt, iż jestem dziewczyną wszystkich dziwi, a kończy się na klasach gender-locked. Gdzieś pomiędzy tym jest jeszcze fakt, że zbroje na postaciach kobiet praktycznie niczego nie chronią (a serca to już na pewno nie) oraz faceci grający postaciami dziewczyn, o których już nie wiem, co mam myśleć. Może dyskryminacja jest tu zbyt wielkim słowem, ale czuję, że świat MMORPG traktuje mnie jak jakiś specjalny przypadek.
Zapewne zapomniałam jeszcze napisać o wielu rzeczach, najwyżej zrobię później update. Serwery Allods powinny już być włączone, więc do zobaczenia za jakiś czas. Zachęcam do dyskusji na ten temat – chciałabym się dowiedzieć, jakiego ideału wy poszukujecie wśrod gier MMORPG. Może znacie coś, co pasowałoby do mojego ideału, a z czym się jeszcze nie zetknęłam. Byłabym wdzięczna za propozycje
~Lavinnia

Jeśli porównuje się wszystko z WoW’em to dochodzi się do wniosku, że poza nim nie ma żadnych sensownych MMORPG – przynajmniej takie jest moje zdanie
. WoW ma jednak ten mankament, że abonament trochę kosztuje, a granie na pirackich serwerach często wielką przyjemnością nie jest.
.
Od czasu do czasu staram się jednak podejść do gier f2p bez uprzedzeń, ale najczęściej kończy się to rozczarowaniem. Na plus wybija się jedynie Allods (wiem, że to taka kalka WoW’a, ale można to potraktować jako zaletę): jest crafting, instancje, ładna grafika, urozmaicone questy, które ciągną jakąś tam fabułę.
Najgorzej wypadają wszelkie gry z Azji, mam wrażenie, że wszystkie są wręcz identyczne. Mają niemal identyczną grafikę, są wielkimi grindfestami, a o questach szkoda gadać… przy takim Perfect World wytrzymałem może godzinę i nie pomógł fakt, że moja elfka kapłanka chodzi w krótkiej spódniczce i butach na obcasie. I tu dochodzimy do sedna mojej wypowiedzi – mam teorię, w myśl której azjatyckie MMORPG dodają do gry takie smaczki jak płytowe staniki, kolcze stringi, czy mroczne elfy pod postacią jakiś przystojniaczków etc. by odwrócić uwagę graczy od faktu nijakości samej gry
Aika to akurat moje najnowsze rozczarowanie
. Na początku było nawet fajnie, ale jak zaczęły się wspomniane przez ciebie serie questów to coś zaczęło nie grać… Jedyną grą, w którą grałem bez bólu przez kilka dni był Allods, no… może jeszcze Runes of Magic. Nie jestem jednak stworzony do MMORPG i nie mogę niestety powiedzieć jak obie gry wypadają w dłuższym okresie.
Czyli wychodzi na to, że mamy takie samo zdanie XD Do wczoraj odbijałam się jak piłeczka między powrotem do WoWa, dalszym grindem w Aice i rozpoczęciem gry w Allods. Do pierwszego nadal nie jestem przekonana, ponieważ z moim ograniczeniem przestrzeni musiałabym wrócić do WoWa TBC, a po tym jak polski ToD przeszedł na WotLK wątpię, żebym mogła znaleźć sobie piva na odpowiednim poziomie. Aikę wciąż jeszcze mam zainstalowaną, ale jak tylko pomyślę, że miałabym wrócić do grindu, robi mi się niedobrze i zaraz odchodzi chęć do grania. Ponadto ten cały fanserwis tak mnie wnerwia, że nie mogę patrzeć na swoją postać. Allods wydawało się spełniać moje standardy, jednak tutaj mój laptop już nie – za mała ilość ramu sprawiła, że to była bardziej udręka niż gra. I w ten sposób zostałam bez zabijacza czasu XD
Heh, często i ja mam problem w szukaniu MMORPG. Zwykle chodzi o darmowe (WoWa i tak nie cierpię), u mnie na pierwszym miejscu są takie tytuły jak Rappelz, Silkroad, Archlord czy Perfect World. Jeśli chodzi o płatne ostatnio zrobiły na mnie wrażenie trailery Guild Wars 2, może się skuszę.