To będzie moja pierwsza recenzja filmowa, przy pominięciu Krzyżaków. A może Zemsty? Niezbyt pamiętam. Tak czy siak, tamtą pisałam do szkoły, więc musiała sztywno trzymać się wymogów naszej nauczycielki od polskiego. Ponieważ muszę napisać krótką recenzję filmu, który ostatnio oglądałam i muszę przypomnieć sobie ekipę pracującą nad Alicją, stwierdziłam, że przy okazji wypowiem się o tym filmie na blogu. Chyba nikt mi tego za złe mieć nie będzie, ne?
Zarówno na blogu jak i na forum pojawiły się nowe bannery, a także zostały zmienione style/motywy. Autorką obu bannerów jest moja koleżanka Dusia. Znamy się jeszcze z czasów skanlacyjnych, kiedy to obie pracowałyśmy w pocie czoła w MiA Universe (moje tłumaczenia pod nickiem Nita). Ja już nie pracuję, a czy Dusia robi tak samo jak kiedyś – nie mnie to rozstrzygać, bo wpadam tam rzadko XDDD
Prezentacja na infę, którą poprawiałam wczoraj po raz drugi, wciąż jest źle, więc będę musiała zająć się nią po raz trzeci. Już się cieszę. A po testach prawdopodobnie nic nie będziemy robić >.<
Premiera Alicji w Krainie Czarów przypadła na 3 marca 2010 r. Była to jedna z najbardziej wyczekiwanych produkcji (ze znanych osób najbardziej podekscytowana była chyba moja matka ;D). Reżyserował Tim Burton, jednak to scenarzystka Linda Woolverton wpadła na pomysł, aby uczynić główną bohaterkę 19-letnią dziewczyną. Poza tym cała historia jest przewrócona do góry nogami – ta odsłona Krainy Czarów nie jest wierną ekranizacją. Jednak grzeczna Alicja z roku 1999, wyreżyserowana przez Nicka Willinga, którą oglądałam w dzieciństwie, a przypomniałam sobie w niedzielę przez wizytą w kinie, nie umywa się do tej nowej, bardziej współczesnej, która biega po lesie wykonanym w technologii 3D półnaga. Nie wiem tylko, co powiedziałby na to Lewis Carroll, autor oryginału.
W rolę Alicji wcieliła się Mia Wasikowska (In Treatment, That Evening Sun), choć początkowo miała to być Amanda Seyfried (Mamma Mia!). Nie mnie oceniać jej grę aktorską, gdyż się na tym nie znam, jednakże mnie nie pasowała ona do tej roli. Zawsze wyobrażałam sobie Alicję jako ciemnowłosą dziewczynę, a tu mamy do czynienia z blondynką. Najciekawiej wypadł Szalony Kapelusznik, grany prze Jonny’ego Deepa. Znam osoby, które tę pozycją zainteresowały się ze względu na jego osobę. Biała Królowa, której rolę przyjęła Anne Hathaway (Rachel wychodzi za mąż, Diabeł ubiera się u Prady, Zakochana Jane), na początku odstraszyła mnie czarną szminką przy białych włosach, ale cóż, to w końcu Kraina Czarów. Natomiast Kot z Cheshire, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci z Alicji w Krainie Czarów, tym razem został wykonany całkowicie w 3D. W starej wersji twarzy udzieliła mu Whoopi Goldberg, jednak koci uśmiech tym razem wypadł bardziej efektownie. W pozostałe role wcielili się m.in. Helena Bonham Carter (Czerwona Królowa) i Mairi Ella Challen (mała Alicja).
Unikam filmów z polskim dubbingiem kiedy się da, ale tym razem, zapytana o opinię koleżanka powiedziała, że napisy będą tylko przeszkadzać. Poinformowała mnie, iż dubbing nie jest tym razem zły. Nie byłam zbyt przekonana, jednak myliłam się. Polska ekipa przyłożyła się do swojej pracy, a role zostały obsadzone z głową. W mojej opinii najlepiej wypadła Katarzyna Figura jako banio-głowa Czerwona Królowa. Głosu Kapelusznikowi użyczył Cezary Pazura, jednak wbrew obaw wypadło to dobrze.
Za oprawę muzyczną odpowiedzialny jest Danny Elfman. OST noszący nazwę Prawie Alicja zawiera coś dla każdego. Znajduje się na niej jedna z moich ulubionych piosenek Avril Lavigne Alice (Underground). Poza tym na moim iPodzie znajduje się jeszcze The Technicolor Phase Owl City, Where’s My Angel Metro Station oraz Follow Me Down 3OH!3.
Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie zachwyciły są kostiumy. Alicja z powodu ciągłej zmiany wzrostu musi co chwilę zmieniać stroje, a każdy z nich jest bardziej efektowny od poprzedniego. Najbardziej przypadła mi do gustu kreacja z resztek, którą dziewczyna nosiła na zamku Czerwonej Królowej.
Wizualnie film jest wspaniały. Możliwości 3D zostały w pełni wykorzystane i, chociaż Alicja w Krainie Czarów nie przebija Avatara, niewątpliwie należy do najlepszych pozycji wykonanych w tej technice. Nie mniej jednak film ten dołączył do moich ulubionych z chwilą wyświetlenia napisów końcowych. Jeżeli jeszcze ktoś nie widział Alicji w akcji, niech czuje się pociągnięty do odpowiedzialności natychmiastowego popędzenia do kina. Zdecydowanie polecam!


Twoja Dusia mieszka w moim mieście. Tam gdzie ja! Ale to nie pierwszy raz, kiedy się tak zdarza, więc chyba to pominę.
No i zaczynamy długi komentarz… Chociaż czy na pewno długi? To jest recenzja filmu, którego nie widziałam. To może co nieco o książce (dziękuję za linki do obrazków! ^^ ) – to chyba moja ulubiona lektura dziecięca. Tzn. zarówno w tym stylu, że czytałam ją jako dziecko jak i w tym stylu, że zazwyczaj podoba się dzieciom (chociaż i starszym z pewnością też, na ten temat jednakże wolę się nie odzywać). Hehe, i jeszcze Wonderland Days zwiększyło mój sentyment do panny Alicji.
A teraz film. Kurcze, jak ja żałuję, że mnie nie było!! W ogóle ostatnio strasznie zaniedbuję kino, najczęściej odwiedzam je tylko na wakacje lub premiery coraz to kolejnych części “Zmierzchu’ xD A ty jeszcze tak osłodziłaś ten film… Szkoda, będę musiała go pobrać oraz wyszukiwać fajnych premier (byleby mama nie kazała mi zapłacić z kieszonkowego~! ja tu oszczędzam..).
Chyba już nic sensownego mi nie wyjdzie, wiesz? Nie sądzę, że to powyżej jest sensowne, ale to, co umieściłabym poniżej byłoby jeszcze bardziej bazgrołowate.
Pozdrawiam!
PS. Mnie się bardziej podobał tamten motyw, ale banner to sukces.
No co ty, faktycznie? o.O Czy żartujesz sobie ze mnie? Wy się z Dusią znacie? XDDD
Sama książka w dzieciństwie niezbyt mi się podobała, jednak oglądając film zmieniłam zdanie XD
Film był świetny! Ostatnio napisałam jego recenzję na plastykę
Miło wspominam rolę Johnny’ego Deppa…
Po seansie pocieszałam się myślą, że przynajmniej będę w stanie napisać Ci komentarz pod notką. Czy to przez pełny pęcherz i ból brzucha trwający cały film, a może przez to, że ostatnio obejrzałam idealnego “Ucznia Czarnoksiężnika”, gdy ktoś mówi “Alicja w Krainie Czarów 3D” mam skrzywioną minę. Nie mogę jej zbyt wiele zarzucić, po prostu jak dla mnie to ta historia ciągnęła się w nieskończoność .. czemu? Bo było za mało romansu. A to nikły powód ;p
) i w ogóle: CZAD! Ale nie potrafię nie przyczepić się do ceny biletu – 19 zł(??). Jakby była taka przez wzgląd na zadowolenie widza to musieliby ją obniżyć dla mnie o wieeeele bardziej niż 3zł ulgi dla ucznia. Po prostu mnie ten film nie przypadł do gustu.
Zwykły dubbing, nie skupiałam się na muzyce, polubiłam aktorkę grającą Alicję (bo ja sobie tą pannę właśnie tak zawsze wyobrażałam
Eee.. Za bardzo narzekam. Tak serio to nie żałuję kasy, ale ten brzuch tak mnie bolał (już przy zwiastunach wypiłam ok. 2l Liptona, więc potem tylko skomlałam, że kcę do WC, ale boję się, że coś przegapię), że nic dobrego nie mogłam z tego wyciągnąć. Powinnam chyba usunąć wszystko, co napisałam, ale to jest właśnie moja opinia o “Alicji..”, którą napisałam pod wpływem pęcherza.
Morał jest taki: jedz ile wlezie cały czas w kinie, ale pij tylko w ostatnich minutach seansu.
Pozdrawiam.