Jedna z moich ulubionych serii książek ^^
„Fantastyka bez magii?” Mama uniosła brwi, spoglądając na książkę trzymaną przeze mnie w ręku. „Czy to w ogóle jest możliwe?” Wracałyśmy właśnie autobusem z biblioteki publicznej. Znudzona widokami za oknem oglądanymi już tyle razy, zajęłam się podziwianiem moich zdobyczy. Muszę przyznać, że licząc na łut szczęścia, wzięłam pierwszą lepszą książkę z półki, spoglądając tylko na okładkę. Teraz, kiedy czytałam opis zamieszczony z tyłu pierwszego tomu „Zwiadowców”, również zaskoczyła mnie wzmianka o braku magii. „Właściwie… dlaczego nie? Już od dawna nudzą mnie typowe książki i filmy. Może można napisać dobre fantasy bez magii?” Powiedziałam po chwili zastanowienia z przeczuciem, że trafiłam na pozycję, która mnie pozytywnie zaskoczy. I nie pomyliłam się.
John Flanagan „Zwiadowcy tom 1: Ruiny Gorlanu”
Autor: John Flanagan
Tłumaczenie z języka angielskiego: Stanisław Kroszczyński
Tytuł oryginału: Ranger’s Apprentice: The Ruins Of Gorlan
Data wydania: marzec 2009
Liczba stron: ok. 320
Wydawnictwo: Jaguar
Gatunek: fantastyka
Opis: „Trzecie miejsce na liście bestsellerów New York Timesa za „Zmierzchem” Stephenie Meyer i „Eragonem” Christophera Paoliniego! Ponad milion sprzedanych egzemplarzy i tłumaczenia na dwadzieścia języków.
Bohaterem książki jest piętnastoletni sierota, Will, wychowanek sierocińca. Jego ojciec poniósł bohaterską śmierć w trakcie ostatniego starcia ze złym baronem Morgarathem. Syn chciałby kontynuować tradycję. Może niekoniecznie dać się zabić, ale zostać rycerzem… Honor! Chwała! Odwaga!
Problem w tym, że do Szkoły Wojowników nie przyjmują mikrego wzrostu chucherek, które regularnie zbierają cięgi od rówieśników. A Will, cóż, nie dość, że niski, jest na dodatek chudy. Za to szybko ucieka.
Już wydaje się, że młodzieńcowi przypadnie mało atrakcyjna rola pańszczyźnianego chłopa, gdy nagle na scenie pojawia się tajemniczy Halt – zwiadowca. I on jeden spośród wszystkich mistrzów różnych szkół przyjmie Willa na ucznia. Zgryźliwy, humorzasty i wymagający, da chłopakowi popalić, ale… Wszystko jest lepsze od wiejskiego mozołu?
„Ruiny Gorlanu” to fantasy, w której nie uświadczysz czarodziejów w spiczastych kapeluszach, tajemniczych mikstur i wróżek. Świat Willa jest twardy, do bólu realistyczny i nikt z jego mieszkańców nie liczy na cuda – ważne są inteligencja, spryt i wytrwałość. Seria Flanagana pełna jest ironicznego poczucia humoru, trafnych obserwacji i komentarzy, a opisywani przez autora bohaterowie są pełni życia – daleko im do pozbawionych wszelkich wad herosów.” (ze strony wydawnictwa „Jaguar”)
Po lekkim wstępie w stylu opowiadania (zdarzenia autentyczne xD) przejdźmy do recenzji. Fraza, którą reklamowany jest cykl J. Flanagana, brzmi „fantasy bez magii”. Niewątpliwie przyciąga, ale jest także krzywdząca dla autora. Bo nie brak magii jest głównym tematem powieści. Myślą przewodnią jest przyjaźń, oddanie i patriotyzm (oczywiście wobec wymyślonego przez autora państwa).
Głównym bohaterem „Zwiadowców” jest Will. „Will… jaki?” zapytacie. Otóż, nie wiadomo, nazwisko naszego koleżki jest nieznane. Mieszka w sierocińcu na zamku Redmont. Kiedy historia się zaczyna ma 15 lat. Oznacza to, że już niedługo odbędzie się dla niego Dzień Wyboru. Jest to dzień, w którym dzieciaki z sierocińca wybierają profesję, którą chcą się zajmować do końca żywota. Dla znajomych Willa są to kucharz (Jenny), dyplomata (Alyss), skryba (George) i rycerz (Horace). Nasz główny bohater chce zostać rycerzem, ponieważ wyśnił sobie, że jego ojciec właśnie nim był. Tymczasem w Dniu Wyboru nie zostaje przyjęty do Szkoły Rycerskiej. Will jest niski i chudy, tymczasem kadeci Szkoły muszą być wysocy i krzepcy. Chłopak tak bardzo skupia się na swoich wadach, że nie dostrzega zalet. Jest szybki, umie się świetnie wspinać i kryć. Te cechy decydują o przyjęciu go na ucznia zwiadowcy, Halta. Uczy się strzelać z łuku, rzucać nożami, niezauważalnie poruszać, śledzić, jeździć konno, ale także prac domowych, które mają go zahartować i sprawić, że pozbędzie się pychy.
Następną ważną postacią jest oczywiście Halt, wysoki rangą zwiadowca, a także postać historyczna. Przyczynił się on do zwycięstwa wojsk królestwa w wojnie, rozgrywającej 15 lat wcześniej. Poza tym dowiadujemy się, że już wcześniej miał uczniów. Jednym z nich jest Gilan, mimo swojego wieku już przydzielony do jednego z lenn królestwa. Jest żartownisiem, więc wraz z jego przybyciem pojawia się także lekka atmosfera. Horace, najpierw wróg, a potem przyjaciel Willa, został uczniem Szkoły Rycerskiej. Posiada talent, który z łatwością pozwala mu machać mieczem. Nie oznacza to jednak, że ma w szkole lekko.
Główny czarny charakter to zły z typu tych, co chcą zapanować nad wszystkim, nawet nad koszem na śmieci. Zwie się Morgarath. Jest brzydki i często krzywi gębę. Mści się za to, że nie został dopuszczony do władzy – która mu się zresztą nie należała – i przegrał wojnę przed piętnastoma latami. Uważa Halta za swojego największego, obok samego królestwa i jego władcy, wroga. Posiada swoją własną armię !!!! oraz 2 kalkary, które zostają już w pierwszym tomie pokonane przez głównych bohaterów. Wraz ze swoją armią przebywa na wygnaniu na płaskowyżu na południu kraju. Prowadzi przygotowania do wojny.
Książkę czyta się lekko. Warsztat Flanagana nie jest ubogi, co znacznie uprzyjemnia lekturę. Ogólnie nie mam tej stronie książki nic do zarzucenia.
„Tej stronie” napisałam. Chociaż książka ta należy do moich ulubionych dostrzegam w budowie kolejnych tomów ten sam schemat. Przez pierwszą połowę lekko przysypiam, potem dzieje się akcja, a kiedy dochodzę do końca pozostaje niedosyt. Brak magii w książce może być plusem albo minusem, w zależności od gustu czytelnika. Pod tym względem książka jest nietypowa, ale nie oznacza to, że musi się wszystkim podobać. Minus należy się za postać Morgaratha, która psuje klimat unikalności. Jest to bohater tak typowy, jakich mało (albo pełno, jeśli szukać w „Eragonie”). Kolejny minus za to, że znów mało jest postaci dziewczyn. Dobrze, że w drugim tomie pojawia się postać żeńska, mająca duży wpływ na bieg wydarzeń.
Powieść wydało wydawnictwo Jaguar. Oznacza to, że tłumaczenie jest na wysokim poziomie, okładka w jakości, jakich mało, a nawet tytuły rozdziałów prezentują się ciekawie. Jest to moje ulubione wydawnictwo, które nie partaczy roboty. Chociaż wypuszcza tomiki rzadko, są one dopracowane. Warto poczekać, żeby dostać coś takiego w łapki.
Cykl „Zwiadowcy” ma póki co 8 tomów, z czego 4 są przetłumaczone na język polski. Planowana jest ekranizacja, gdzieś w tym roku. Jak już wspomniałam, jest to jedna z moich ulubionych serii. Na razie ocenę otrzymuje recenzowany tutaj pierwszy tom pt. „Ruiny Gorlanu”. Moim zdaniem w pełni zasługuje na 5/5, ponieważ jest dobrym początkiem długiej serii – zachęca do sięgnięcia po więcej. Zdecydowanie polecam!


Witam i pozdrawiam
W piątek dopadłem pierwszy i drugi tom tej serii, i pewnym stopniu zgadam się ze sformułowanie „fantastyka bez magii” może być krzywdzące z punktu widzenia ze magia to tylko czary mary. W świecie żyją przecież najdziwniejsze stwory i rasy (niekoniecznie do końca rozumne). Opowiedziana historia, bardzo przyziemna, a jednocześnie niesamowita. Ogólnie książka z tak zwanej „fantastyki młodzieżowej” dobra odskocznia w dobie wampiryzaci literatury dla tej grupy czytelniczej.
A co się tyczy tej recenzji to naprawdę dobra
Hejka
Fajna stronka
Zapraszam na swój bloog http://www.ijennifer.bloog.pl
ps.Przeczytałam już całą sagę Zwiadowców
Są super
Przed chwila odkrylam ten blog i powiem Ci,ze opisy sa fajne ;D
I tak przeczytalam juz prawie wszystkie tomy. Wisze na cesarzu Nihon-Ja i podobno wyjdzie 11 tom.Youpi
Haha, gratulacje z powodu odkrycia
Wstyd się przyznać, ale jestem ze “Zwiadowcami” dużo do tyłu. Chciałabym mieć tyle czasu, żeby ich czytać nieprzerwanie… na razie mogę sobie tylko pomarzyć. Oby do wakacji~! ;D